Jesteś tutaj:  Start / biuletyn / Podatki i Rachunkowość / BDO Podatki i Rachunkowość nr 1 (87) 2015 / Rozmowa miesiąca / Niejasne przepisy utrudniają decyzje gospodarcze

BDO Podatki i Rachunkowość nr 1 (87) 2015

A   A   A

Niejasne przepisy utrudniają decyzje gospodarcze

(Autor: Sławomir Wach, Źródło: BDO)

dr Andre Helin, prezes BDO Sp. z o.o.

 

Sławomir Wach: Wkraczamy w 2015 rok z niezmienianą od lat – w 2009 r. jej wysokość wzrosła o 2 zł – kwotą wolną od podatku. W Polsce to 3091 zł, w Niemczech jest ona 11 razy wyższa jak u nas. Wniosek w tej sprawie skierowała do TK Rzecznik Praw Obywatelskich Irena Lipowicz. Zamrożenie tej kwoty to de facto podwyżka podatków…
Dr Andre Helin: Od dłuższego czasu możemy zaobserwować, że fiskalizm w Polsce dramatycznie rośnie, i to w  ukryty sposób. Nie rosną bowiem stopy procentowe, ale zwiększa się podstawa opodatkowania – np. poprzez zamrożenie kwoty wolnej lub wskutek opodatkowania coraz większej liczby dochodów: z tytułu samochodów służbowych, dotacji pracodawców do ubezpieczeń lekarskich itd. Co roku wydłuża się lista obszarów do opodatkowania i coraz więcej jest elementów, które nie stanowią kosztów uzyskania przychodów. Brakuje również docelowych ulg podatkowych, które przyspieszyłyby innowacyjność czy też wprowadzenie nowych technologii. Niegdyś Polska była krajem bardzo przyjaznym pod względem podatkowym, ale teraz z roku na rok jest gorzej. Przykładowo jak SLD obniżało w 2004 r. CIT z 27 do 19 proc., to w Danii ten podatek wynosił wówczas 34 proc., a obecnie jest on dużo niższy. Jeśli zaś uwzględni się jeszcze większą efektywność systemu podatkowego w Danii, to w Polsce jest on dziś bardziej uciążliwy.

W 2015 roku obowiązkiem stosowania kas rejestrujących zostaną objęci nie tylko prawnicy, doradcy podatkowi, lekarze, dentyści czy restauratorzy, ale także podatnicy naprawiający opony w motorowerach… To kolejny przykład nadmiernego fiskalizmu ze strony państwa?
Brakuje jednej, zasadniczej oceny dotyczącej wpływów budżetowych. Otóż w Polsce nie patrzy się szerzej na łączne rozliczanie podatku – nie tylko przez fiskusa, ale też podatnika. Pamiętajmy o tym, że tymi podatnikami są głównie mali przedsiębiorcy, to nie jest business to business. Są to często firmy anemiczne kapitałowo. Państwo chce, żeby płacić daniny, ale taka kasa fiskalna oznacza określony wydatek – pozwólmy przynajmniej podatnikowi natychmiast odjąć go od podatku.

Od 1 stycznia 2015 r. zaczną obowiązywać przepisy o zagranicznych spółkach kontrolowanych.  Czy opodatkowanie spółek córek zarejestrowanych poza granicami kraju będzie skutecznie zwalczało szkodliwą konkurencję ze strony rajów podatkowych?
Nie. To jest dość nowe rozwiązanie w Polsce. Pomijam tu dyskusje na temat wprowadzania tych przepisów, subiektywnej i czasami dowolnej oceny urzędów skarbowych. Jak te regulacje funkcjonują w innych państwach? Nie zniknęła dzięki nim szara strefa, a raje podatkowe istnieją nadal. Ekonomia nie lubi próżni – jeżeli jest likwidowane jedno rozwiązanie, to życie znajdzie inne. Nie zdziwiłbym się, gdyby nie sprawdziły się prognozowane zyski fiskusa z racji tych przepisów – obawiam się, że utoną one w nadmiernych kosztach realizowania tej koncepcji. Nie uważam, że nie powinniśmy wprowadzać tego typu rozwiązań, ale ostrzegam przed naiwnym optymizmem Ministerstwa Finansów co do wysokości tych dochodów i potencjalnych korzyści. To emocjonalny temat, poruszając go łatwo jest  wywołać publiczną debatę. Swoją drogą jest ciekawe, ile kosztują – często wieloletnie – spory podatkowe między podatnikami a fiskusem i jakie są jego zyski w porównaniu z uzyskanymi dochodami.

Ordynacja podatkowa zawiera braki i wady systemowe, których nie można usunąć poprzez zwykłe nowelizacje. Przy ministrze finansów zaczęła działać Rada Konsultacyjna Prawa Podatkowego – składa się z 25 ekspertów i ma m.in. oceniać pomysły resortu. Czym powinno zająć się to gremium w pierwszej kolejności? Jakie powinny być główne zmiany w nowej Ordynacji?
Sama pomysł jest bardzo dobry, jest realizowany w innych krajach i można się dziwić, że dopiero teraz pojawił się w Polsce. Chciałbym, żeby to była rada społeczna, a nie przedłużone ramię Ministerstwa Finansów. Sytuacja jest podobna, jak w przypadku Komisji Nadzoru Audytowego, która została powołana do życia wzorcem wytycznych UE, tylko że w jej przypadku pomylono nadzór publiczny z politycznym. Nadzór publiczny nie oznacza bowiem, że resort finansów ma mieć większość w takiej radzie i ma w niej dominować. Ten nadzór powinien być reprezentowany przez przedstawicieli szeroko rozumianego życia gospodarczego. To gremium powinno się zająć poprawą jakości tworzenia prawa podatkowego. Jest w nim zbyt dużo niejasnych przepisów, już na samym początku ich ukazania się, i to one hamują decyzje gospodarcze. System podatkowy powinien być prostszy, a Rada powinna zadbać o spójność regulacji – mamy wiele spraw poruszanych równolegle np. w kodeksie cywilnym, przepisach podatkowych i bilansowych. W każdym z tych aktów jest odmiennie definiowane to samo zjawisko, a w końcowym efekcie nie możemy opierać się na ogólnej wykładni prawa. Przykładem może być definicja zorganizowanej części przedsiębiorstwa, która w tej chwili w prawie podatkowym jest bardzo skomplikowanym obszarem. Omawiana jest w kodeksie spółek handlowych, w ustawie o rachunkowości czy też w standardach rachunkowości. Każdy ustawodawca tworzy sobie zatem własną działkę.
Nadszedł też czas – i to jest chyba  najbardziej strategiczna kwestia – aby dokonać przeglądu polskiego systemu podatkowego pod względem konkurencyjności kraju, większego przyciągania kapitału. Świat nie śpi. Przykładem mogą być takie państwa jak Irlandia, Luksemburg czy Dania, która ma bardzo atrakcyjne dla biznesu opodatkowanie spółek holdingowych.

Firmy spełniające warunki jednostek mikro będą mogły przygotowywać uproszczony bilans już za 2014 rok – to skutek nowelizacji ustawy o rachunkowości. Jak Pan ocenia wdrożenie do prawa krajowego przepisów dyrektywy Parlamentu Europejskiego i Rady 2013/34/UE?
Niestety, wylewa się tu dziecko z kąpielą. Z pierwszych badań w tej sprawie, przeprowadzonych w niektórych krajach UE wynika, że wskutek stosowania uproszczonej rachunkowości przez tych przedsiębiorców z jednej strony teoretycznie niższe będą ich koszty – bo zakres informacji będzie mniejszy – ale też z drugiej kontrahenci nie będą mieli wystarczającej wiedzy o danych firmach. Na rynku koszt kapitału jest proporcjonalny do ryzyka – im jest ono większe, tym bardziej rośnie ten koszt. Nie jest przecież tak, że instytucje finansowe udzielają kredytów na podstawie mniejszej liczby informacji. Może się to przejawić w praktyce w ten sposób, że przedsiębiorca będzie chodził do banku kilkakrotnie w sprawie tego samego kredytu, gdyż bank zażąda dodatkowego zabezpieczenia albo kolejnych spotkań lub – po prostu – podwyższy oprocentowanie. Nie jestem do końca pewny, czy nie będzie to zatem tylko pozornie tańsza usługa.

Z projektu nowelizacji ustawy o rachunkowości wynika, że także małe jednostki będą mogły sporządzać uproszczone sprawozdania finansowe…
Problem się powtórzy –  jak w  przypadku jednostek mikro. Bo dla kogo jest sporządzane sprawozdanie? Przecież nie dla właściciela. W myśl ustawy o rachunkowości tworzy się je dla kontrahentów, instytucji finansowych, urzędów podatkowych. I to właśnie tych partnerów biznesowych czy instytucji należy zapytać, jakie koszty spowoduje fakt, że ich wiedza o przedsiębiorstwie będzie mniejsza.

Kontrowersyjne czy też rewolucyjne będą zmiany w polskim audycie – po wdrożeniu unijnego pakietu legislacyjnego? Czy nowe przepisy zwiększą niezależność biegłych rewidentów czy też – po prostu – będą bardziej restrykcyjne wobec audytorów?
Warto zwrócić uwagę na to, że już dziś krajowa ustawa o biegłych rewidentach jest bardziej restrykcyjna niż ówczesna, teraz uchylona dyrektywa unijna. Przykładowo w starej dyrektywie firma audytorska, która prowadziła księgi rachunkowe dla dużych spółek giełdowych, nie mogła badać ich sprawozdań finansowych. Natomiast w przypadku małych przedsiębiorstw można było im pomagać przy tworzeniu tych sprawozdań oraz je badać. To w polskiej ustawie nie jest dozwolone już od lat. I takich kwestii jest więcej – unijne przepisy, do których się teraz zbliżamy, już były w polskiej ustawie. Nie oczekuję tu większej zmiany.
Są natomiast zapisy, które oczywiście zwiększają niezależność biegłego rewidenta w kilku obszarach. Przede wszystkim nie będzie on mógł świadczyć zaawansowanego doradztwa podatkowego przedsiębiorstwu i jednocześnie przeprowadzać w nim audyt. Rzecz jasna, ustawodawca nie jest w swych działaniach aż tak bardzo awangardowy, jak mu się wydaje, gdyż stanowią o tym kodeks etyczny i wewnętrzne zasady obowiązujące biegłych rewidentów, które firmy publikują już od lat.  
Pojawiły się natomiast pewne zaostrzenia, które będą obowiązywały w Polsce. Np. dziś biegły rewident nie może przeprowadzić badania spółki, jeżeli osiągnął chociażby w jednym roku, w ciągu ostatnich 5 lat, co najmniej 40 proc. przychodu rocznego z tytułu świadczenia usług na rzecz jednostki, w której wykonywał czynności rewizji finansowej lub jednostki  z nią powiązanej. To bardzo wysoki próg, który byłby niezgodny z duchem nowej dyrektywy. Niezależność audytorów wzmocni się także wskutek dwóch innych inicjatyw, związanych z większymi wymogami dotyczącymi doskonalenia zawodowego i poprawienia jakości biegłych rewidentów poprzez stosowanie międzynarodowych standardów rewizji finansowej. Jest to wyższa sztuka jazdy w porównaniu z krajowymi wytycznymi. Są one bardziej szczegółowe. Nie zdziwiłbym się, gdyby wolumen tych standardów – dziś ok. 600-700 stron wzrósł za 3-4 lata do kilku tysięcy. Podobnie było niegdyś z MSR-ami, które zaczynały od kilku standardów i objętości ok. 60 stron i, a obecnie jest to ok. 2,5 tys. stron. To oznacza dużo zmian zarówno dla badających sprawozdanie, jak i badanych spółek. Znacznie szersza jak dotychczas będzie dokumentacja rewizyjna, a to oznacza wzrost kosztów badania.

Czy przepisy dotyczące rotacji firmy audytorskiej poprawią jakość sprawozdania finansowego? W opinii Krajowej Rady Biegłych Rewidentów dozwolony okres jej zatrudnienia nie powinien być krótszy niż 10 lat…
Ta sprawa to klasyczny przykład, gdzie jest Polska, a gdzie Unia Europejska. Te modyfikowane przepisy dotyczą głównie jednostek zainteresowania publicznego, czyli spółek giełdowych. Rotacja tych spółek wg naszych badań pokazuje, że rzadko gdzie są jednostki, których sprawozdania finansowe są badane przez jedną firmę audytorską dłużej niż 4 lata. Przyczyną rotacji spółek giełdowych na naszym rynku nie jest troska o niezależność podmiotów badających sprawozdania, ale chęć obniżenia kosztów badania i wykorzystania konkurencyjności między audytorami. Twierdzenie, że taka rotacja powinna odbywać się – jak proponują niektóre kraje UE – co 10, 15 czy 20 lat, przypomina mówienie o jeździe na Księżyc. Ile w Polsce jednostek zainteresowania publicznego jest badanych dłużej niż 10 lat? Zdziwiłbym się, gdyby było to 10 proc. tych spółek. To jest przepis, który już istnieje de facto w życiu gospodarczym. Ubolewam nad tym, ponieważ wszystkie badania wskazują, że częstsza rotacja ogranicza zdolność biegłego rewidenta do pozyskania wiedzy o jednostce, czyli stwarza ryzyko związane z badaniem. Ponadto zwiększa wydatki związane z badaniem o koszt jego wdrożenia. Jestem zwolennikiem innych rozwiązań, np. zawarcia umowy z biegłym rewidentem na 5 lat, której nie można byłoby wypowiedzieć. Wtedy audytor jest niezależny, bo nie boi się utraty klienta, a jednostka nie musiałaby przedstawiać swoich problemów w różnych firmach audytorskich.  

Co Pan sądzi o „czarnej” liście w unijnej regulacji – zakazie świadczenia usług niebędących badaniem sprawozdań finansowych dla jednostek zainteresowania publicznego badanych przez daną firmę audytorską?
Moim zdaniem ta lista jest uzasadniona. Jest mniej istotne, co ja na ten temat sądzę jako biegły rewident, ważna jest tu ocena trzeciej strony, czyli użytkownika - czytelnika sprawozdania finansowego. Jeśli w jego odczuciu fakt, iż audytor najpierw doradzał spółce w sprawach podatkowych, a później badał sprawozdanie finansowe, które zawierało skutki tego doradztwa, wywołuje obawy o niezależność audytora, to nie powinno dochodzić do takich sytuacji. I nie ma tu znaczenia moje przekonanie i opinia przedsiębiorcy zlecającego usługę, że to nie wpływa na jakość badania. Biegły rewident jest osobą zaufania publicznego broniącą interesów właśnie tej trzeciej strony.

Co w praktyce oznacza dla inwestora, czytelnika sprawozdania, ujawnianie informacji niefinansowych przez największe przedsiębiorstwa?
To jest właściwy trend. Informacje niefinansowe są wykorzystywane przez innych interesariuszy sprawozdania niż tylko wierzycieli i właścicieli: agencje rządowe, związki zawodowe, organizacje społeczne. Przykładowo dane dotyczące strategii rozwoju przedsiębiorstwa, zasobów kontrolowanych przez jednostkę, wpływu na środowisko ekologiczne i jego zanieczyszczenie stają się naturalnym elementem sprawozdania. Według niektórych ekonomistów, takich jak Milton Friedman, przedsiębiorstwo ma się koncentrować tylko na tworzeniu zysku, a nie budowaniu więzi współżycia społecznego. Ale takie teorie były dobre 30 lat temu w USA, dziś w Europie patrzy się na te sprawy inaczej. Czy nam się to podoba czy nie, jednostka gospodarcza jest częścią ekosystemu i ma obowiązki związane nie tylko z uzyskaniem dochodów.

Co Pan sądzi o odbywaniu przez biegłych rewidentów części obligatoryjnego doskonalenia zawodowego poprzez samokształcenie zawodowe?
Wszędzie tam, gdzie pojawiają się możliwości tego doskonalenia i są wspierane przedsięwzięcia, które pogłębiają wiedzę biegłych rewidentów, trzeba je wykorzystywać z dobrym skutkiem dla zawodu. Oczekiwałbym natomiast nieco większej elastyczności w wyborze szkoleń obligatoryjnych tak, aby były one bardziej dostosowane do życia gospodarczego. Przykładowo osoby, które specjalizują się w badaniu sprawozdań finansowych banków powinny móc doskonalić swoje umiejętności związane właśnie z funkcjonowaniem banków. Doskonalenie zawodowe audytorów powinno bardziej odzwierciedlać ich konkretne potrzeby w codziennej pracy. W rejestrze biegłych rewidentów jest ponad 7 tys. osób, a wśród nich ponad 3,5 tys. czynnych w zawodzie.

W październiku uczestniczył Pan w konferencji BDO w Szanghaju. Jakie wnioski płyną z tego spotkania, jakie są tendencje rozwoju piątej na świecie firmy audytorsko-doradczej? Jakie będą priorytety działania BDO w skali międzynarodowej, a jakie w Polsce?
Skala oraz tempo rozwoju tak Chin, jak i BDO w Chinach robią duże wrażenie. Potencjał gospodarczy tego państwa jest olbrzymi i choć dochód narodowy, jaki przypada na mieszkańca jest bardzo niski w porównaniu z USA, to jednak łączna jego wartość jest ogromna, przy czym stale rośnie. BDO w Chinach jest bardzo dużą i zarazem dynamiczną organizacją, która zatrudnia dziś ok. 8 tys. osób.
W Chinach trudno nie zwrócić uwagi na kwestie ekologiczne. Szanghaj jest zanieczyszczony,  ludzie chodzą z maskami na twarzy, a miasto pokazuje, jaką cenę płaci się za wzrost gospodarczy. Tam widać, jak duży sens mają międzynarodowe inicjatywy związane z ograniczeniem emisji dwutlenku węgla.
BDO rozwija się na świecie bardzo dobrze, mamy jasną strategię działania na następnych 5 lat; wg danych finansowych z 30. września roku obrotowego przychody wyniosły ponad 7 mld dolarów, a planujemy przekroczenie 10 mld dolarów w kolejnych czterech-pięciu latach. Jeśli chodzi o Polskę, to dostosujemy naszą strategię do strategii BDO. Jednym z elementów jest jeszcze większa współpraca z biurami BDO w innych krajach i obsługa klientów międzynarodowych. Ten sam klient korzysta z usług BDO w 20-30 państwach i to jest zjawisko, które obserwujemy od dłuższego czasu. Drugi element to konsolidacja – połączenia kapitałowe z firmami, które świadczą usługi takie jak my albo względem nich komplementarne. Od  wielu lat zwracam uwagę na konieczność konsolidacji na polskim rynku audytu – trudno na nim znaleźć miejsce dla tak wielu podmiotów badających sprawozdania finansowe przy tak dużych kosztach, warunkach ubezpieczeniowych, wymogach unijnych, stosowaniu międzynarodowych standardów rewizji finansowej. Te podmioty siłą rzeczy muszą być większe. Kolejne dwa aspekty związane z naszym funkcjonowaniem dotyczą rozwoju German Desk i działalności szkoleniowej. Mamy wiedzę i dzielimy się tą wiedzą z przedsiębiorcami korzystającymi z naszych usług.

Dziękuję za rozmowę.
Rozmawiał: Sławomir Wach  



Sławomir Wach

Autor jest redaktorem prowadzącym Biuletynów BDO: Podatki i Rachunkowość, Finanse Publiczne, Prawo Pracy i HR


<< powrót
ARCHIWUM

WYSZUKIWARKA

Wpisz poniżej szukane słowo lub frazę
wyszukiwarka zaawansowana
Biuletyn

Kategoria
Autor

Źródło

NASI PARTNERZY